Historia z życia wzięta

Wczoraj odwiedziłem taką jedną koleżaneczkę. Jakoś tak się złożyło, że wizyta się przedłużyła i około dwunastej w nocy przyszło mi wracać do oddalonego o ponad 10km domu. Idę sobię idę, przez pusty Cieszyn, kilka smsów, nic specjalnego. Po pokonaniu około 1/3 drogi i wyjściu z miasta zauważyłem, że ktoś przede mną idzie (a ciemno jak w dupie). Reakcja? “O chuj chodzi?!”. Lekki dreszczyk przebiegł po plecach, ale dzielnie idę. Po stukocie butów na szpilkach łatwo można było się domyślić, że to przedstawicielka płci przeciwnej. To pewniejszy siebie idę, w pewnym momencie ona się odwraca, ja zamieram, ona widać, że się boi. Pytam “Co jest?”, ona odpowiada coś w stylu “Nie bij mnie!”. To ja elegancko wyjaśniam zaistniałą sytuację, że też wracam do domu. Okazało się, że na jakiejś imprezie “posprzeczała” się z kimś dla niej ważnym i się rozstali, bidulka była cała zapłakana… No ale po wymianie kilku zdań poprawiliśmy sobie humor i postanowiliśmy iść razem. W czasie drogi dowiedziałem się kilku rzeczy o niej, ja jej powiedziałem kilka słów o sobie. Stwierdziła, że wszyscy faceci to ostatnie chuje, tylko zaruchać i do domu… Cóż, chyba ją rozumiem, bo z tego co mówiła, trudno jej nie przyznać racji. Potem porozmawialiśmy chwile o pasjach, o moim zamiłowaniu architekturą (The Sims…) i o takich tam rzeczach, o których się rozprawia wracając o 1:30 do domu. Czas spędziłem wyjątkowo przyjemnie, zważając na moje nastawienie po wyjściu od pani R. i pani. P. (a było świetnie…). Po przytulankowym pożegnaniu ja poszedłem w stronę mojego domu, mając nadzieję, że dojdzie bezpiecznie. Co za noc! Spodziewałem się, że prędzej po mordzie dostanę, niż spotkam taką uroczą dziewczynę. Znałem ją co prawda tylko przez 2h, ale było to warte nie pójścia na autobus o 22.20 i wkurwienia rodziców Roxx.

grudzień 2, 2007. Tagi: , , . Uncategorized.

Nie ma jeszcze komentarzy

Skomentuj jako pierwszy!

Dodaj komentarz

Trackback URI